Znowu obudziłam się o 7:00 (w Polsce 8:00 przypominam), ale tym razem zmusiłam się do dalszego snu. Zasłoniłam okno, zakopałam się w kołdrze i obudziło mnie pukanie do drzwi o 8:17.
Zrobiłyśmy z Poppy codzienną poranną serię ćwiczeń, a później długo, długo męczyłam się, żeby ja zmusić do umycia się i ubrania. Potem ją uczesałam i poszłyśmy na śniadanie.
Poppy nie jada zbyt dużo z rana, więc zwykle jest to miseczka płatków z zimnym mlekiem. Natomiast ja zjadłam zwykłą kanapkę.
Potem przyjechała Nanthana- koleżanka z klasy Poppy , bo dzisiaj był play date, czyli dzień przeznaczony tylko na zabawę u jednej z dziewczynek.
Zaczęłyśmy od rysowania i robienia własnych kartek. Nanthana zrobiła dla mamy i taty, Poppy tylko dla mamy,a ja zrobiłam dla Poppy.
Potem zrobiłam im lunch- naleśniki z serem i szynką, które Poppy bardzo polubiła.
Po lunchu poszłyśmy grać w piłkę, bo Poppy musi ćwiczyć łapanie. Więc grałyśmy w kolory, a karą był jeden głęboki przysiad (Poppy nie jest zbyt wysportowana).
Gdy już się znudziło poszłyśmy do domu, dziewczyny pograły sobie na keyboardzie, a potem włączyłam im bajkę Ringo, przy której zjadły również tea (czyli taką wczesną kolację), kanapki z pomarańczą na deser. Niestety nie szło im zbyt dobrze, bo najadły się ciastek, więc dziubały przez prawie godzinę.
Po filmie poszłyśmy na krótki spacer, na którym porobiłam trochę zdjęć...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz