wtorek, 15 października 2013

Dzień 48: pechowa jesień

Odkad tu jestem umarł mi kot, umarł mi pies, o czym się dzisiaj dowiedziałam i przed chwilą jeszcze zostałam poinformowana, że pies dziadków też już odszedł..

W dodatk niby wszystko dobrze się układa- pracuję w stajniach, dbam o konie, jeżdżę, sprzątam i mam darmowe lekcje. Jest bardzo miło, ale tak bardzo nie chcę tu być. Chciałabym pojechać do domu- odwiedzić Kicię, psy, mamę, tatę i znajomych (Tak Rulka i Justyna, to do was głównie), a później wskoczyć w samolot i polecieć do Nowej Zelandii, gdzie Michał na mnie czeka :c

Ale nie mam jeszcze wystarczająco pieniędzy na bilet, nie mam wizy.. i musiałabym zerwac umowę z rodziną, co by mnei dodatkowo kosztowało :/

Ciężkie to wszystko..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz